Agencja reklamowa
tworzenie stron www
Hosting www
hosting www
|
hosting www
Załóż darmowego bloga
Znajdź kwaterę na wakację
Załóż darmowego bloga
Portal o modzie
Portal windykacyjny

Jeszcze jeden Mysle.pl blog,S3rum.com, oyun, oyun sitesi, ücretsiz oyun sitesi, oyun oyna, flash oyunlarRSS wpisów RSS komentarzy

czerwona czapka

Milion rzeczy zawsze chciałam. Ale najbardziej chciałam czapkę. Taką czerwoną czapkę, trochę za dużą, nie w moim rozmiarze. Coś pomiędzy kapeluszem a dżokejką. I po bokach żeby miała zwisające sznurki w dwóch kolorach. Innej nie chciałam. Czasami zakładałam różne takie, tak na próbę, ale tylko na chwilę. Zawsze mnie uwierały, chociaż na początku wydawały się pasować, ale po pewnym czasie zamiast służyć, robiły krzywdę. Ja je prałam, dbałam o nie super, a one kuły mnie, uciskaały. Następowało więc szybkie założonko, pochodzonko w nich tymczasowe i koniec. Spadówa. Czarne były, duże, małe, nowe zupełnie i używane też się trafiały. Ale mojej czerwonej ciągle nie miałam. Wyobrażałam ją sobie, wiedziałam dokładnie jaka ma być. Jaka chciałam żeby była. Ciepła, żeby chroniła przede wszystkim, przed  tym przed czym chronić powinna. Ona by już sama dobrze wiedziała co ma robić. Nie musiała by być ulepszana, poprawiana. Od początku byłaby idealna. Nie niszczyła się, nie pogarszała swojego stanu. Ciągle świeża, jak dopiero co zdjęta z wieszaka. Ale mojej czerwonej czapki nigdzie nie było. Najpierw przybrałam taktykę wyczajki. Czekałam, wyczekiwałam. Ale takie kontrolowanie sytuacji na nic się zdało. Jak czapki nie było, tak nie było. Nie pojawiała się, nie zanosiło się nawet że się pojawi. Wręcz przeciwnie. Wszystko dokoła wskazywało na to, że z czapki nici. Że czapki nie będzie. Nie byłam jakoś super zaskoczona tym faktem, nie byłam też zła. Kwestia przyzwyczajenia. Zdążyłam zaznajomić się świetnie z takim stanem rzeczy, czapki ciągłego braku. A tu zaczął się taki czas, że czapka w ogóle nie pasowała. Było zimno, to prawda, ale gdyby się czapka pojawiła, popsułaby wszystko. Zrujnowałaby aurę zrujnowania. Bo waliło się i waliło. Już od jakiegoś czasu było porozwalane, ale to akurat był taki czas, kiedy narozwalało się nadmiernie. Zasypało mi głowę doszczętnie, nawet myśl o czapce zakopana gdzieś była głęboko i po raz pierwszy od bardzo dawna zapomniałam o nieodpartej chęci zdobycia czerwonej czapki. Nie wyleciało z głowy ale przykryte zostało. I jak tak warstiwły się warstwy przykrycia, ni stąd ni zowąd pojawiła się czapka! Pierwszy raz w życiu zobaczyłam ją z bliska. Taka prawdziwa, nie z telewizora, czy taka na cudzej głowie. Tylko taka czapka na wyciągnięcie ręki. Na samym początku nie zorientowałam się że to ta, że to ta czerwona. Ale powolutku orientowałam się coraz lepiej. Orientowałam się i wyczuwałam że ona też się orientuje. Orientowała się wolniej ode mnie. To ewidentne było, że to ja założę czerwoną czapkę, a nie ona wskoczy na moją głowę. Nie wskoczyłaby. Ale pasuje fantastycznie. Nie jest dokładnie taka jaka chciałam żeby była, nie jest ideałem. Nie jest nawet czerwona.  Nie jest nawet czapką! Ale jest prawdziwa!

Brak komentarzy

same dziwaki!

W autobusach jest naprawdę interesująco. Kiedy jest zimno parują. Paruje w nich wszystko. Każdy podróżny wsiada do środka i paruje. Paruje ze zmęczenia, paruje z zimna, dlatego że się spieszy, dlatego że już jest spóźniony, dlatego że na nic nie ma czasu, nic nie może zrobić. Autobusy parują też kiedy jest ciepło. Wtedy nawet, podobnie do pasażerów, autobusy pocą się. Ścieka z nich pot powolutku, jak po każdym kto postanowił zaznaczyć w większym, bądź w mniejszym stopniu, udział swój w tej podzielonej na kilka etapów podróży. Ścieka i kapie sukcesywnie, opada, spada pod nogi po czym unosi się w powietrzu i paruje. Paruje więc pot i wszystko to, co nie tylko na ciele się aktualnie znajduje, ale również to co wewnątrz. To co w środku siedzi, co w głowie siedzi, pod warstwą włosów, powierzchnią skóry, pod kostną strukturą, skołtunione się ukrywa. Kiedy wsiadamy do autobusu, zanim sami zaczniemy parować ze wszystkiego co w naszym środku jest, możemy przyjrzeć się tym, którzy już jadą i już parują. Różnego rodzaju gatunki „parowaczy” można znaleźć w głębi kilkukołowego pojazdu podróży zbiorowych. To ciekawy środek lokomocji. Każdy znajduje się w sytuacji niezaplanowanej, w otoczeniu osób nieznanych nam bliżej. Nie spodziewamy się tego kim będą osobnicy, jadący w naszym kierunku, nie wiemy dokąd zmierzają ani tego co nimi powoduje, nie powstrzymuje nas to jednak od wpakowania własnego tyłka i oddania się całkowicie pod kierownictwo, pana kierowcy. Dostrzec można na pierwszy rzut oka kilka rodzajów ludzi, o bardzo charakterystycznych cechach, pozwalających na ocenę właściwie od samego początku. Pierwszy gatunek, podział niezwykle naturalny, bo ze względu na wiek, ludzie starzy. Stary wiek, to oczywiście wiek względny, oceniany subiektywnie. Ale ogólnie założyć można że starzy, to ci starsi ode mnie. Starych można podzielić. Rozczłonkować. Wskazać śmiało można tych, którzy zasiadają na wolnym miejscu i tak się kurczowo tego miejsca trzymają, jak gdyby mieli zabrać je do domu, jak najlepszego przyjaciela. Do ostatniej chwili zatrzymania się autobusu starają się nacieszyć, napawają się siedziskiem, miejscem podtrzymania zadków własnych. W ostatniej sekundzie, tuż przed zatrzasknięciem się drzwi, dopiero podrywają się z miejsc, jeszcze przed chwilą ich jedynych, najwygodniejszych, najlepszych, wyskakują  już z powoli ruszającego pojazdu, po to tylko by spotkać kolejne najlepsze miejsce. Są jednak też ci, których jakby coś kuło, jakby wbijało się, swędziało, gilało nawet niekiedy. Coś podszczypuje tak bardzo, że ci właśnie ludzie, doczekać się wręcz nie mogą aż w końcu kierowca łaskawymi ruchami drobnymi powstrzyma pędzącą maszynę. I prawie jak użądleni wylatują przez najmniejszą szparkę jaką dostrzegą, podczas otwierania się drzwi. Są w autobusach też inni. Gapiący się, podsłuchujący. Są tacy, którzy krzyżują nogi, oblizują usta, poprawiają kitkę, wydłubują coś spod paznokcia. Są ocieracze, ci którzy podciągają spodnie, są bezplecakowi, są ci od długich, rozwiązanych sznurówek, ci z nieogolonymi pachami, w za dużej kurtce, w czapce pomarańczowej, patrzący się w niebo, w szybę. W każdym autobusie same dziwaki..

Brak komentarzy

Zła ślina!

Kiedy pojawia się zło, reagujemy różnie. Nierzadko występuje w sporych ilościach płacz, zakamuflowanie w postaci oddania się głębokiemu snu, gdzieś pod sporą powierzchnią kołdry, koca, czy nawet materaca. Występuje też czasami agresja, ale to tylko u niektórych osobników. Dostrzec można też elementy udawanego śmiechu, zabawy, czy totalnego odpłynięcia, gdzieś daleko przy pomocy pewnych substancji płynnych, sproszkowanych, czy będących w innym stanie skupienia, po których to my przechodzimy w nieco inny stan skupienia. Różnimy się od siebie naszymi własnymi sposobami radzenia sobie ze złem, ale jedno nas łączy, właśnie wszechobecne zło. Zło szeroko pojęte. Bo złu podlega ból każdego rodzaju, doznania pewne też podporządkowane złu bywają. Skoro zło nas z każdej strony otacza, brutalnie napastuje, okrada z miniaturek radości, wkręca się w codzienność, zaprzyjaźnijmy się ze złem. Polubić je, a może nawet pokochać? Zło przyjacielem od zaraz! Po co wkręcać się beznadziejnie kiedy i tak sprawa ze złem beznadziejna jest. Nie kłócić się z nim, nie dyskutować, poddać! A niech nas zło pomaca troszeczkę, wywierci dziurę we łbie, dajmy się mu, niech nas weźmie w całości. Pogryzie, zeżre, wypluje. Po takim wypluciu, obślizgli, oślinieni, to my dopiero poczujemy co to szczęście. Takie szczęście najlepiej smakuje właśnie razem ze śliną, złą śliną!

Brak komentarzy

przyjemnie jest kiedy jest nam przyjemnie

Przyjemnie jest, kiedy jest nam przyjemnie! Nie ma nic lepszego, niż takie zwykłe uśmiechanie się do samych siebie, do tego co mamy w głowie. Jakie to fajne być zadowolonym, po prostu od tak, bez żadnego istotnego powodu, bo czy powód zawsze jakiś istnieć musi? Czy to takie dziwne, maszerować po ulicy z uśmiechem od ucha do ucha i wyrazem twarzy mówiącym, że jest się szczęśliwym. Może nie tak zupełnie, nie w całym życiu szczęśliwym, ale w tym danym momencie, nawet jeśli to momencik króciutki ma być. Takie marudzenie i ogólne narzekanie już wcale nie jest przygnębiające, to już wcale nie psuje innym humoru, nie odbiera chęci do wszystkiego i nie wysysa energii ale jest zwyczajnie nudne. Ciągłe powtarzanie w kółko tego samego, jak bardzo nam się nie chce, jak bardzo byśmy chcieli żeby było inaczej, jest cholernie nudne, obrzydliwie, frustrująco nudne! Po co się spinać, przejmować, no i oczywiście standardowo marudzić? Nie ma potrzeby, żeby robić to wszystko. Czy życie nie byłoby piękne, gdybyśmy budząc się, nawet jeśli musimy wstawać mega wcześnie, tak wcześnie że jeszcze jest ciemno za oknem, do tego zimno i pada, nie byłoby lepiej gdybyśmy zamiast znowu powtarzać jak bardzo nam się nie chce, wstawać bardziej radośnie? Nie mówię, żeby nagle osoby, dla których łóżko jest największym błogosławieństwem, a wiem o czym mówię, bo owym błogosławieństwem absolutnie jest, chętnie zrywały się o poranku. Do tego ten wynalazek, na którym rozprostować się można w każdej wolnej chwili i choćby na sekundę przymknąć oczy, wiele radości daje. Nie mówię więc, że miłośnicy łóżkowego obijania się, nagle pokochać mieli wczesne wstawanie, ale może na początek zamiast miłości, zrozumienie chociaż? W końcu tak nasze życie chwilowo, bądź jak u niektórych, permanentnie wygląda. Pogodzić się, zacząć się szczerze szczerzyć i skoro już tak bardzo lubimy powtarzać, to powtarzać, ale wcale nie że jest źle, ale że jest ok. że zawsze mogło być gorzej, albo postanowić i coś zmienić. Zadziałać. Aktywnie zadziałać, żeby lepiej się porobiło. Jednak takie zmiany nie są łatwe. Najlepiej jest postanawiać, a potem przekładać i przekładać rzecz postanowioną. Więc jeśli zmiany drastyczne, są zbyt drastyczne dla nas, to może faktycznie tak na początek, zmienić nastawienie? Powoli i spokojnie, niedrastycznie zmieniajmy się, bo nie ma nic gorszego od nudy w połączeniu z marudzeniem. Zmieniajmy się na bardziej uśmiechniętych, to powinno być łatwe?:)

Brak komentarzy

Ola Makaca

Ola Makaca

a picie to jej praca,

urżnięta leży pod blokiem z wielkim rozkrokiem,

na wierzchu ma całe majtasy w pasy,

i pipkę nie wygoloną do końca,

jak po chemii głowa brzdąca.

Leży tak Makaca i wszystkich okiem mierzy,

zboczeńca dostrzega, który do niej podbiega,

coś do niej miałcze i trochę narzeka,

do niej się dosiada i o sobie opowiada.

Ale Makaca nie słyszy, choć słucha

i raczej jakiegoś przystojniaka szuka.

O! dostrzega jednego takiego,

do ideału z wyglądu pasującego.

I zaraz z nim przyszłość swoją widzi,

choć głośno o tym nie mówi, bo się wstydzi.

Dwójkę swoich dzieci by mieli

i z adopcji by nawet jednego jeszcze wzięli.

Domek gdzieś pod miastem zbudowany,

w drzewa i kwiaty wkomponowany,

psa biegającego na podwórzu

i wspólne spacery po wzgórzu.

Uśmiechnięta i szczęśliwa by była,

bo by z nim sobie spokojnie żyła.

Na grzyby by razem chadzali,

na imprezach hulali,

wzajemnie sobie gotowali, sprzątali, pomagali.

Spokój przede wszystkim by miała,

bo pracować więcej by już nie musiała,

wtedy światu mogłaby się przyglądać,

a nie tak jak teraz tylko rozglądać.

Śmiałaby się z przystojniakiem ciągle razem,

nie dostawszy po oczach żadnym rozweselającym gazem.

Ona by wszystkim dla niego była,

dlatego zdrady by się nigdy nie dopuściła,

o poranku i wieczorem zawsze całowała,

i kocham ciągle powtarzała,

bo to  miłości jej w życiu najbardziej brakuje,

przez co teraz denaturatem pluje.

Brak komentarzy

kiedyś będzie..?

Dlaczego nigdy, nie może być tak jak byśmy chcieli? A nawet pokuszę się o stwierdzenie, że zazwyczaj jest dokładnie odwrotnie do naszych życzeń. Tak kuresko złośliwie. Im bardziej ci na czymś zależy, tym większe szanse, że tak właśnie będzie. Wcale nie! Ściema totalna. Najfajniejsze rzeczy przytrafiają się wtedy, jeśli głowa całkowicie wolna od życzeń, od wymagań. Spontanicznie i zaskakująco. I dobrze. Fatalna sprawa, gdyby dało się wszystko przewidzieć. Wiesz kogo dzisiaj spotkasz, wiesz dokładnie co się za sekundę wydarzy, wiesz że w kupę wdepniesz, że cię z pracy wyrzucą, że się zakochasz. Dupka taka trochę, wiedzieć wszystko. Wiecznie być pewnym siebie, niczym nie zaskoczonym. Niby beznadziejna sprawa, kiedy życie jest takie nieprzewidywalne, ale kiedy naprawdę czegoś pragniemy, tak bardzo że twarz permanentnie czerwona się z emocji robi, a my na każdym kroku kombinujemy żeby tak po naszemu było, to z reguły nie wychodzi. Właściwie wychodzi, tylko dokładnie na opak. Im bardziej się wyginamy, naginamy i przeginamy, tym bardziej nie ma tak, jak bardzo się chce. A może by tak zmanipulować, że niby wcale nam nie zależy, oszukać tak troszeczkę, może wtedy? Nie, wtedy też nie. Wtedy też nie wychodzi. A już zupełnie nie wychodzi, kiedy zaczyna wychodzić, ekscytacja rośnie i my zaczynamy nawijać na okrągło o tym co się dzieje, chwalić tym co przydarza się dobrego. I wtedy się wali, psuje, jakby na złość. Taka lekcja pokory. No to warto marzyć, czy nie warto? Warto chcieć, czy nie warto? Warto! oj warto. Bo jak bardzo chcemy, ale tak w środku nie na pokaz, nie dla innych, tylko tak dla nas, to zawsze wychodzi. Czasami o tym nawet nie wiemy, tylko po czasie zorientowanie następuję, że coś właśnie się spełnia fajnego. Tak jest najczęściej, po czasie. Nie ma nic od razu. Bo im bardziej ci na czymś zależy, tym większe szanse, że tak właśnie będzie. Kiedyś będzie..?

1 komentarz

..miłuj siebie samego?

Stanowczo zbyt dużo rzeczy dzisiaj jest takich, które stwarzają okazję, by jeszcze bardziej, bardziej niż zdrowo, bardziej niż dozwolono i bardziej niż unijne normy pozwalają, kochać samego siebie. Za dużo jest luster na przykład. Witryn, szyb, monitorów dających odbicie, dużo za dużo. Gdziekolwiek się nie jest, można zobaczyć samego siebie. Pomijam standardowe miejsca fryzjerowo-kosmetyczno-aerobikowe, gdzie widzenie własnej facjaty jest wskazane. Ale po co na stacjach benzynowych, w sklepach spożywczych, w szkołach, w pracach niezwiązanych z oglądaniem, czy podglądaniem mord, tyle opcji widzenia właśnie własnej? Patrzenie na telewizor dziś, to już nie tylko spokojne analizowanie widzianego programu, to także w momentach, kiedy następuje błędnie przełączana reklama, która sztuką nieprzełączaną być powinna, a oglądaną, w momentach tych właśnie, kiedy nowe telewizory, generacji równie nowej, przyciemniają swój obraz na krótki moment, ale jednak wystarczający na tyle, by zobaczyć się, się widzimy. I wszystko to oczywiście w HD. I po co to?  By zobaczyć czy dobrze się prezentujemy jak oglądamy, to co nam nowe media prezentują? Obserwacje zakochanych w sobie mocno, oj mocno, pozwoliły mi na dostrzeżenie tego właśnie zjawiskowego zjawiska. Aparaty fotograficzne, które zamiast magicznych zatrzymywaczy czasu, kojarzą się już teraz jedynie, ze swoistego rodzaju, narcystycznym, podręcznym zapewniaczem o niezmiennie świetnym wyglądzie właściciela aparatu, który to dzięki nieograniczonej publikacji swoich autoportretów na portalach naszo-klasowych, w liczbie nieskończonej, oznajmia światu, że z sekundy na sekundę, z ujęcia na ujęcie większym artystą się staje. Kochać się powinno. Ale może lepiej z innymi, bądź w innych. Al-Kaida, terroryzm, czy pornografia może nie są największym zagrożeniem naszej coraz to nowocześniejszej rzeczywistości? może to właśnie zakochani w sobie ludzie, podniecający się sobą w kolorach, w czerni i bieli a może w sepi, może to właśnie oni stanowią największe niebezpieczeństwo tego świata.  Choć z drugiej strony ..miłuj bliźniego swego jak siebie samego, mówi samo za siebie.

Brak komentarzy

Składam….

Środek wakacji, przynajmniej teoretycznie, telewizja stała się jeszcze bardziej beznadziejna, choć wydawało się, że bardziej się nie da, internet nie cieszy już jak dawniej, absolutny brak naturalnej opalenizny, generalnie jest ponurowato-nudno. Fatalnie. I przede wszystkim nudno. Leży się tylko cały dzień na łóżku, nie tylko godzinkę czy dwie, ale cały dzień i niemalże nic się nie robi. Gdyby nie potrzeby fizjologiczne i drobne atrakcje w postaci dłubania w nosie, czy przy odrobinie wysiłku, malowanie paznokci, a więc odurzanie się lakierem tudzież zmywaczem, to absolutnie nic nie trzeba robić a dzień mija. W nudzie można jednak znaleźć pewne pozytywy. Najważniejsze w braku zajęcia są wszelkie przemyślenia i poszukiwanie zajęć. Normalnie nie przyszłoby nawet do głowy, że trzeba poskładać rzeczy na półce, bo niedługo wyprowadzka i głupio tak wyprowadzać rzeczy nieposkładane, ale nuda inspiruje, motywuje i zachęca. Skłania. Do różnych rzeczy. Nagle, zupełnie niespodziewanie, wpada się na pomysł wakacyjnych porządków, albo wakacyjnego ćwiczenia mięśni brzucha. Nuda nuży, z reguły, ale też pobudza. Czasami. Czasami, to taki dziwny zwrot. Czas rozumiany jako pewien przedział, jako okres czegoś, czasami więc jest stanem występującym raz na jakiś..czas. Teraz mam taki czas analiz. Głęboookich analiz. Zamiast składać rzeczy na półce, ja sama się składam. Ręce i nogi jakoś da się radę, nawet łatwo poszło, ale najgorzej z głową, jakaś taka nieforemna, krzywa, wypchana, za duża, albo za mała. Wszystko jakoś tak względnie się składać daje, a ta głowa…a ta głowa nie. Składam i składam i składam..a z głową to my nic już nie poradzimy..

Brak komentarzy

cuda cudeńka Jerzego Cudnego.

Jerzy Cudny jest zwykłym chłopakiem, a właściwie to mężczyzną. Robi zupełnie zwykłe rzeczy, takie jak spożywanie trzech posiłków dziennie, oczywiście dieta musi być zbilansowana, w grę wchodzi także mycie zębów po każdym z tych posiłków, dba o zęby bo ostatnio bardzo mu się psuły i teraz już nie chce mieć takich więcej. Do tego zwyczajne robienie zakupów, regenerowanie sił w czasie snu, gry i zabawy wszelkiego rodzaju i takie tam normalne rzeczy, jak każdy inny człowiek. Jerzy ma też znajomych, przyjaciół, rodzinę, całkiem tłoczną. Ale, mimo że Jerzy robi rzeczy normalne, to zdarzają się Jerzemu rzeczy nadzwyczajne. Jerzy ma duże i pojemne serce. Jest pełen miłości i zawsze myśli o innych. Jest też egoistą, jak każdy inny człowiek. I czasami, jak już jest takim bardziej egoistą niż zwykle i jak mu się nudzi, to tak sobie pomyśli, że chciałby żeby przytrafiło mu się coś miłego, jakieś małe, drobniutkie szczęście. Zagaja do Szefa, bo ma z nim całkiem niezły kontakt i jak już tak zagaja, to napomina, że fajnie by było gdyby się coś miłego mu zdarzyło. I zawsze ale to zawsze, na drugi dzień coś takiego mu się zdarza. Coś, co od razu poprawia mu humor, daje radość. A jak czegoś się Jerzy bardzo boi, to znowu zagaja do kogo trzeba i wspomina, że lepiej żeby nic złego się nie wykręciło i wtedy nic takiego się nie wykręca. A jak już komuś, kogo Jerzy lubi, coś grozi, to Jerzy załatwia i wszystko jest git pomarańcza. Kiedyś Jerzego kumpel miał sytuację masakrę i wystarczyło tylko, że Jerzemu się kolega przyśnił w nocy, bo Jerzy tak się bardzo przejął i o poranku sytauacja żadnej masakry nie przypominała. Jerzy nie może być zwykłym fuksiaszem, bo przykre, smutne i ciężkie rzeczy Jerzy w życiu też ma, jak każdy inny człowiek, ale w tych dupnych akcjach zawsze jest coś positive i Jerzemu zawsze się potem lepiej robi. Jerzy ma coś w sobie. Jerzy o tym wie, ale nikomu nie powie…Cuda się zdarzają, Jerzemu Cudnemu się zdarzają…jak każdemu innemu człowiekowi?

Brak komentarzy

Panie i Panowie…!

    Panie i Panowie, przedstawiam Państwu niezwykłą kompilację, zbiór zaskakujących ludzi, pełnych niebagatelnych upodobań. A o to i Ula La na sam początek.

Hey, hey. Jestem wysoką brunetką, mam długie nogi, mam ładne ciuchy, mam płaski brzuch, mam ładne paznokcie i mam to wszystko w dupie! Nie lubię ludzi. Uważam ich za debili. Debili na świecie jest masa. Masa w znaczeniu ilościowym, bo jest ich ogromna ilość oczywiście. Ale masa również dlatego, że to zbiór ohydnych osobników, funkcjonujących osobno ale stanowiących jedność, całość. Co jest nieco obrzydliwe. A nawet bardzo. Ludzie jak kołtun włosów, starych długich, pokręconych włosów. Ludzie są tacy beznadziejni, że jak się tak na nich popatrzy, przyjrzy bardzo dokładnie, w skupieniu, to można dostrzec ich głupotę, przerastającą wszelkie wyobrażenie. Absurd. A czego nienawidzę w ludziach?  Bo spinają się ciągle bez powodu? Ściemniają, że mają jakieś ważne rzeczy, ważne sprawy. Oj oj, kupuję przecież prezent, trzeba nakrzyczeć na panią ekspedientkę żeby wiedziała, że to ma być najlepszy prezent na świecie. I mam na ten prezent jedynie dwie godziny, dłużej nie mogę kupować, bo… bo umrę! Na pewno umrę jeśli się nie pospieszę.Tak, tak istoty myślące. Jak można być aroganckim, jak można być chamskim, czemu wszyscy są tacy dziwni a ja jedna jedyna jestem normalna. I tu suprajsik. Nie jesteś sama. Wszyscy tak myślą. Inni odbiegają od normy, a ze mną jest wszystko w porządku. Każdemu się tak zdaje, ale uwaga, uwaga TAK NIE JEST! No nie jest. Wszyscy na wszystkich innych narzekają, a sami są nieźle popaprani, jakby mocno kopnięci w głowę. Każdemu przeszkadzają psie kupy ale nikt z nimi nic nie robi, każdy tylko wyprowadza reksika i “rób szybko kupke bo pani zimno”, każdemu przeszkadza smród i ścisk latem w tramwajach, ale nikt nic z tym nie robi, tylko się pocą i cisną w tramwajach! Ahh ludzie to debile..Powiadam Wam debile!

P.S. Ja tylko jestem normalna,  reszta jest dziwna. Spadam, czas mi się kończy.

1 komentarz

« Wcześniejsze wpisy